środa, 10 stycznia 2018

Pazurki mienta z czernią

Cześć Kochane!

U mnie jak zwykle z czasem krucho i wszystko robić trzeba w biegu . Dopiero co pokazywałam swoje pierwsze ombre a już na pazurkach kolejny kolorek . Teraz kiedy mam lepszą lampę robienie paznokci stało się przyjemnością a przede wszystkim dużo czasu zaoszczędzam :)



 
Wraz z lampą jeden z kolorków jakie zamówiłam był FEELING MINT 2982-1 NeoNail . Piękny żywy odcień mięty. Krycie podstawowe-Dla lepszego efektu 2 warstwy potrzeba . Jest to naprawdę piękny odcień ale nie taki którego szukałam od dłuższego czasu. Na końcu dodam zdjęcie -może ktoś rozpozna albo taki kolorek posiada :)


Jako że nie lubię mieć tylko jednego kolorku dopełniłam to czernią Mylaq M004 MY BLACK INK. . Lakiery te są podobno również dystrybucji NeoNail  do których mam caaałkowite zaufanie !
Bardzo dobrze na pigmentowana piękna czerń. Już jedna warstwa wystarczy do dobrego krycia. Ale ze strachu by lakier mi się nie zważył nałożyłam dwie cieniutkie. A żeby nie było nudno wykończyłam czarne pazurki świecidełkami :)

w prezencie dostałam klipsy do łatwiejszego ściągania hybryd ale z nich jestem baaaardzo słabo zadowolona. Niestety mają za słaby ucisk. Nawet kiedy daje pod spód dodatkowo folię to i tak efekt jest za słaby . Już lepiej przy tym radziły sobie spinacze do wieszania prania ;) 







Kolejnym ich minusem jest fakt że wszystkie mają jednakowy rozmiar....Przy kciuku jest idealny, przy użyciu foli ale przy pozostałych palcach niestety ale zlatują....Muszę to nadrobić większą ilością folii . 

A teraz Kochane przyznać się która ma taki kolorek???:D FIRMA??NUMEREK??? bo szukam tego kolorku od kilku miesięcy i nigdzie takiego nie ma :(

czwartek, 4 stycznia 2018

WODA MICELARNA-ALLVERNE NATURE'S ESSENCES

Cześć Kochane!

Dzisiaj przychodzę do Was z produktem polskiej marki Allverne która jest od dłuższego czasu już na rynku ale u mnie zagościła pierwszy raz. Weźmiemy dziś pod lupkę hipoalergiczną wodę micelarną do oczyszczania jak i demakijażu oczu, twarzy i ust. Woda ta trafiła do mnie wraz z żelem pod prysznic-którego nie zdążyłam zrecenzować a już dobiłam denka ;)



Opis produktu

Łagodna woda micelarna Allverne do oczyszczania każdego rodzaju skóry, a szczególnie wrażliwej, naczynkowej. Opracowana na bazie delikatnych czynników myjących i roślinnych ekstraktów łagodzących doskonale usuwa makijaż, zanieczyszczenia bez powodowania podrażnień i wysuszania naskórka. Hypoalergiczna woda micelarna Allverne polecana jest także jako preparat do demakijażu delikatnej skóry oczu i ust. Ekstrakty roślinne nawilżają, koją i eliminują uczucie ściągnięcia skóry. Natychmiastowy efekt: czysta, świeża, odprężona cera, przygotowana na dalsze zabiegi pielęgnacyjne

 
MOJA OPINIA:
Woda znajduje się w małej, przeźroczystej buteleczce o pojemności 100ml. Idealna pojemność na podróże, delegacje urlop. Zawsze znajdziemy tą odrobinę miejsca by wcisnąć taką buteleczkę.Uwielbiam taki dozownik-niekapek. Bo zawsze mi się ciśnienie podnosi kiedy chcę delikatnie nasączyć wacik a z butelki leje mi się jak z kranu ;)

 
Co do zapachu.....Przepadłam!! Świeży delikatny, Jedne z moich ulubionych wód perfumowanych pachną podobnie. La rive aqua ( o ile dobrze pamiętam) Oczyszczanie twarzy tą wodą daje takiego kopa-i pozytywnie nastraja ;)

 
Co do demakijażu. Niestety moje oczy są mocno kapryśne... Większość kosmetyków powoduje u mnie uczulenie, łzawienie, pieczenie. Woda ta tego nie robi no ale i tak nie wywołała fajerwerków.Słabo radzi sobie z demakijażem oczu.Chociażbym nie wiem jak się męczyła to nie zmyje wszystkiego perfekcyjnie. 

Wodę tą dlatego stosuję rano. Dobrze radzi sobie z odświeżeniem twarzy i oczyszczeniem. Micel ten  radzi sobie również z pudrami, podkładami czy oczyszczeniem ust. Ale ja jestem zbyt leniwa by stosować jeden kosmetyk do oczu a inny do reszty twarzy ;)

 
W skladzie znajdziemy hialuronian sodu który jest naturalnym skladnikiem łez, ekstrakty z kasztanowca, bluszczu, dziurawca, winorośli.znajdziemy również d-panthenol.
Także jak dla mnie skład jest bardzo pozytywny. Dlatego zamierzam sięgać po tą wodę przy porannej pielęgnacji twarzy :)






środa, 3 stycznia 2018

AKCJA BLOGERKI DLA BLOGERKI- POMÓŻMY WYGRAĆ Z RAKIEM!!

Kochane!

Zapewne większość z Was słyszała już o Ani z bloga  Wszystko Smacznie

Życie rzuca nam wiecznie kłody pod nogi ale niektóre z nich są mocno niesprawiedliwe. 

O akcji dowiedziałam się z innego bloga i postanowiłam się dołączyć...

Blogosfera jest tak olbrzymia że jakby każda z nas wpłaciła chociażby 5zł spokojnie kwota się uzbiera. Odmówmy sobie kolejnego lakieru, błyszczyku, czy 30 pary butów-i poświęćmy to na pomoc....

 


A reszta zamieszczona jest w liście.....
"Mój Mąż jest chory, bardzo chory...
Ma guza mózgu – glejak Astrocytoma anaplastica w III stopniu złośliwości.
Jest po dwóch operacjach ( 2008 i 2012 rok ), radioterapii i chemioterapii skojarzonej.
Po drugiej operacji i zakończonym cyklu radio i chemioterapii mieliśmy spokój – jeśli tak to można określić.
Przez pięć lat kontrolne badania zawsze dawały ten sam wynik – brak wznowy.Tak było aż do października.. .Kolejne kontrolne badanie, oczekiwanie na wynik i chociaż towarzyszył nam niepokój to mieliśmy nadzieję, że i tym razem wszystko będzie tak jak chcemy, ale tak nie było.
Odebrane wyniki badań, a tam coś czego panicznie bałam się przed każdym badaniem i nigdy nie chciałam zobaczyć – podejrzenie wznowy.
Łudziłam się, że przecież podejrzenie to jeszcze nie wznowa, że wcale nie musi tak być, że to nie musi oznaczać najgorszego.
Pilnie skonsultowaliśmy wyniki z neurochirurgiem, który operował Sławka 5 lat temu i niestety lekarz po dokładnym przejrzeniu płyt z rezonansu magnetycznego potwierdził nasze obawy – jest wznowa, a dodatkowo guz jest umiejscowiony tak, że operacja jest wykluczona.
Istnieje zbyt duże ryzyko afazji i niedowładów.
Następnym krokiem była konsultacja z onkologiem, tutaj także nie było dla nas dobrych wieści.
Sławek dostanie tylko chemię, bo na radioterapię się nie kwalifikuje – zbyt duże ryzyko uszkodzenia tkanek okalających guza.
Mój Mąż dostał zapisaną chemię – Temodal w 5 cyklach.
Chemioterapia jest jedyną metodą leczenia jaka jest w Polsce dla nas dostępna, innych opcji nie ma, nie w tym przypadku.
Chemia... przy odrobinie szczęścia spowolni odrastanie guza, spowolni, ale nie zatrzyma i to tylko, gdy to szczęście dopisze.
Lekarze nie są w stanie nam powiedzieć jak długo Sławek będzie żył, ani w jakim stanie będzie gdy chemioterapia się zakończy, jak bardzo go wyniszczy, wycieńczy organizm.
Chemia to odwlekanie tego co nieuniknione, o ile...tego nikt nie jest w stanie nam powiedzieć – miesiąc, rok, może troszkę dłużej.
To nie tak ma wyglądać, nie tak ma się kończyć życie, nie teraz, jeszcze nie.
Nawet nie jestem w stanie ubrać w słowa i opisać jak czuje się człowiek, który dowiaduje się, że śmierć może nadejść w każdej chwili, że nie ma ratunku, że nie da się nic zrobić.
Słyszysz te słowa, trzymasz dłoń ukochanej osoby i nie wierzysz.
To nie może być prawda!
Przecież stoi obok, przecież kilka minut wcześniej żartował, że to na pewno się da zoperować i wszystko będzie dobrze, przecież takie rzeczy dzieją się innym, a nie Tobie.
Przez kilka pierwszych dni funkcjonowałam jak w transie, nie chciałam przyjąć tego do wiadomości, zablokowałam się i wypierałam to o czym mówili lekarze.
Nie jest łatwo dowiedzieć się i zaakceptować, że osoba którą kocha się ponad wszystko wkrótce odejdzie, że to może być ostatni miesiąc, może kilka miesięcy, może rok.
W końcu trzeba było się otrząsnąć, zebrać myśli i działać, bo czas ucieka, działa na naszą niekorzyść.
Kilka dni spędziłam dzwoniąc do najróżniejszych klinik i szpitali w Polsce i nic, żadnej nadziei.
Kilka nocy spędziłam na szukaniu najróżniejszych informacji o nieoperacyjnych, złośliwych guzach mózgu w sieci.
Przeszukałam wiele różnych forum, przeczytałam wiele różnych wątków, ale znalazłam, udało się.
Jest nadzieja!
Klinika protonoterapii w Monachium ( RPTC ), która nawet nieoperacyjne, złośliwe guzy mózgu leczy wiązkami protona i co najważniejsze nie uszkadzając zdrowych tkanek wokół guza.
Napisałam, wysłałam pełną dokumentację i po kilku dniach otrzymałam decyzję lekarzy.
Poinformowano nas, że terapia protonami w przypadku Sławka jest jak najbardziej wskazana i oni się jej podejmą.



Spadł mi kamień z serca, czyli jest szansa, jest nadzieja!
Lekarze powiedzieli, że trzeba się spieszyć, bo guz narasta, a to bezpośrednio zagraża życiu.
Nie ma na co czekać, sprawa jest pilna, więc wstępny termin został wyznaczony na połowę stycznia.
Zlecili wykonanie dodatkowego badania i wystawili kosztorys - terapia protonem jest w koszyku świadczeń i może być refundowana za granicą, ale tylko I i II stopień złośliwości, Sławek ma III, więc o refundacji nie ma mowy.
Kosztorys podciął nam skrzydła – 28700 euro + koszt utrzymania w Niemczech i wynajęcia pokoju na 6 tygodni, bo klinika leczy ambulatoryjnie i noclegu nie oferują, gigantyczna kwota, niewyobrażalna do uzbierania bez pomocy innych.
Widziałam radość w oczach mojego Sławka, widziałam te iskierki i nadzieję kiedy poinformowałam go o klinice, widziałam jak cieszył się kiedy poinformowano nas, że będą leczyć i widziałam jak ta nadzieja uleciała, a iskierki gasły gdy powiedziałam ile wynosi koszt terapii.
Do 10 stycznia musimy przelać kwotę ponad 120 000 zł ( 28700 euro ) na konto kliniki, bez tego terapia się nie odbędzie.
Dla nas i pewnie dla większości osób są to pieniądze niewyobrażalne.
Sami nie damy rady takiej sumy zdobyć...
Poprosiłam portal SIE POMAGA o pomoc, przesłałam potrzebne dokumenty potwierdzające chorobę, zaświadczenie potwierdzające brak możliwości leczenia w kraju, a także kosztorys i dokumenty jakie otrzymaliśmy z kliniki w Monachium. Wszystko zostało zweryfikowane i utworzono zbiórkę na leczenie Sławka.
Proszę Was, proszę Was najbardziej jak tylko potrafię, pomóżcie mi uratować mojego Męża.
On jest dla mnie wszystkim...
Każda przekazana złotówka, każde udostępnienie – jest dla nas bardzo cenne i przybliża nas do wygranej walki, walki nie o zdrowie, a o życie.
Sami nie damy rady, ale z Waszą pomocą jest to możliwe.
Proszę, nie pozwólcie aby to były ostatnie Święta mojego Sławka..."





wtorek, 2 stycznia 2018

Moje Pierwsze Ombre na paznokciach-lakiery Hybrydowe

Hej Kochane!

Ombre to coś co zagościło tak w salonach kosmetycznych jaki w naszych domach na długo-nie na jeden sezon. Pomimo upływu czasu ombre nadal jest w modzie a modyfikacja go jest coraz ciekawsza.Myślałam że nigdy nie pojmę jak go wykonać ....A każde razowe patrzenie na nie u innych wywoływało u mnie tak zachwyt jak i zazdrość. I nadszedł dzień kiedy i ja go wykonałam na tyle dobrze chyba że mogę się nim pochwalić. I wykonać swój 2 paznokciowy post :D


Czym jest ombre? niczym innym jak płynnym cieniowaniem koloru. Każda z Nas ma swój sposób wykonania. Jedne wykonują je gąbką inni wykonują je za pomocą pędzelka. Ja lubuje się w pędzelku. przy pomocy gąbki w ogóle ale to w ogóle mi nie wychodzi. 


Zaczynamy oczywiście od przygotowania płytki paznokcia. Następnie nakładamy bazę -w moim przypadku padło na NEONAIL HARD BASE 4744-7. Wcześniej używałam SEMILAC BASE ale nie byłam z niej zadowolona. tym bardziej że troszkę oczytałam się o uczuleniach jakie lubi robić SEMILAC. 



Następnym krokiem było wybranie 2 kolorów lakierów które mają stworzyć płynne przejście. u mnie padło na połączenie żółtego i pomarańczowego .
NEONAIL DARK YELLOW (2995-1) - Co do tego lakieru mam zastrzeżenia . jego konsystencja jest dziwna. Ma w sobie jakby takie grudki. i jest dosyć ciągliwy. Nie wiem czy trafiłam na jakiś trefny czy to wada fabryczna. krycie ma również marne. Przy ombre spisał się ok i trwałość jest również zadowalająca.



NEONAIL NEON ORANGE (3190-1) - w tym przypadku jego konsystencja jest idealna. Bardzo fajnie rozprowadza się na paznokciu. Jego kolor jest żywy jaskrawy, taki jak powinien być-Neonowy.Dla lepszego efektu dobrze jest nałożyć dwie warstwy.
Te dwa lakiey stworzyły bardzo ładne połączenie. 



Dodatkowo dołączyłam do tego troszke "błyskotki". Ostatnio mam bzika na punkcie takich lakierów. Tym razem padło na:
NEONAIL Limited Edition FELICITA (5706-1). Jestem w nim totalnie zakochana! Bardzo gęsty brokatowy lakier. Ma super krycie , dla lepszego efektu dałam dwie warstwy. Lakier dodał pięknego efektu. Sprawił że nie było to zwykłe nudne mani. 


I na koniec oczywiście TOP: U mnie padło na NEONAIL HARD TOP (4745-7).
Jest to moje pierwsze ombre ale na pewno nie ostatnie ;) Więc proszę o wyrozumiałość w niedociągnięciach ;)









 

sobota, 9 grudnia 2017

NATURIA,PEELING DROBNOZIARNISTY, AKTYWNY WĘGIEL -JOANNA

Hej kochane!

W sezonie jesiennym jak i zimowym Peeling jest czymś istotnym w pielęgnacji mojego ciała. W sezonie letnim ograniczam to dosyć mocno na wzgląd na opaleniznę. Ale gdy już robi się chłodniej nadrabiam to z podwójną siłą. O Peelingu Joanny z węgla aktywnego było dosyć głośno. Jedni byli nim zachwycenie, inni wręcz przeciwnie. Postanowiłam sprawdzić to na sobie.




 Wersja z węglem jest drobnoziarnista. Jestem osobą wybierająca raczej mocne zdzieraki, Ale ten węgiel za bardzo mnie kusił.Jest na tyle łagodny że "krzywdy" nam nie zrobi i spokojnie możemy stosować go nawet co 2 dni.



Nie powiem mocno obawiałam się jego zapachu. No jakoś nie do końca odpowiadało by mi kłaść się spać i czuć uroczy węglowy zapach ;). Ale na całe szczęście! -zakochałam się w tym zapachu! Nie ma w nim nic z węgla(uff) Czujemy za to soczysty zapach pestek moreli, który nadaje nam świeżości, i przyjemnie otula całe ciało a my zmysłami wędrujemy do pory letniej. 



Peeling najlepiej nałożyć na zwilżoną skórę i dopiero zacząć robić masaż. Tak jak pisałam wcześniej jestem fanką mocnych zdzieraków. Ten mnie nie zawiódł ale to nie jest to. Osoby lubiące drobnoziarniste peelingi będą z niego zadowolone. W konsystencji jest dosyć płynny. Ja raczej bardziej lubuje się w wersjach bardzo gęstych i w słoiczku a nie zamykanych na "klik" . Po spłukaniu peelingu skóra jest gładka, milutka w dotyku i gotowa do kolejnego etapu pielęgnacji-balsamowania ;)



Podsumowując : fajny delikatny zdzierak ,delikatny w działaniu. Dobrze sobie radzi z martwym naskórkiem. Nie barwi naszego ciała pomimo czarnego koloru. Pojemność idealna na wyjazdy,wycieczki -100g. I cena przyjemna dla portfela 5zł 


I oczywiście na koniec.....kontrola jakości :D:D  
Buziaki ;)

poniedziałek, 4 grudnia 2017

NEONAIL OCEAN AQUARELLA

Hej Kochane!

Znów mnie troszkę nie było.....ale znów czasu brakło....Moja doba powinna być o 2x dłuższa hehe . Ostatnio zaczęłam bawić się trochę hybrydami .Może wielkiego talentu w tym nie mam ale pomału się wszystkiego uczę. Swego czasu było dosyć głośno o lakierach AQUARELLA. Ja podeszłam do tego sceptycznie i z lękiem gdyż myślałam że będzie to o wiele bardziej skomplikowane. Ale okazało się że bardziej skomplikowane to jest napisanie postu -pierwszy mój post o pazurkach chyba :D



Mój pierwszy wybór padł na kolor OCEAN (5752-1) Bazę również musiałam kupić specjalną. Mój wybór padł na białą (5485-1). Koszt lakieru to 27zł . czyli cenowo jak większość hybryd. Pazurki zaczęłam robić standardowo.


Najpierw standardowa baza. Następnie Baza aquarella- bez lampy. I tworzymy sobie wzorek kolorkiem. To dopiero moje pierwsze podejście do tych lakierów.  Lakier mi się troszkę rozpłyną na boki co będzie widać na kolejnych zdjęciach .Jest to również wina lampy bo mam jedną z najsłabszych. nie chciałam kupować mocniejszej gdyż nie wiedziałam czy w ogóle przypadnie mi do gustu robienie pazurków hybrydowych.


Niestety na zwykłą bazę przydałoby się jeszcze nałożyć biały zwykły lakier hybrydowy i dopiero aquarelle gdyż pojawiają się prześwity. Niestety nie mam białej hybrydy i na razie musi obejść się bez. . Pazurki efektu "woow" może  nie robią ale każdy się kiedyś uczył hehe :D


Na rynku jest już baardzo dużo kolorów aquarelle . Co jeden to lepszy. Na pewno nie zakończę swojej przygody na tym jednym kolorku. Ale już wiem że na mikołaja sprezentuje sobie dobrą lampę. Pierwszy post o pazurkach uważam za zakończony. bo już nie wiem co mogę dopisać. Słabo mi to wychodzi. Resztę widzicie na zdjęciach :D


sobota, 25 listopada 2017

DR SANTE KERATIN- MASKA ( ODBUDOWA STRUKTURY WŁOSA)

Hej hej kochane!

Zakupy kosmetyków do włosów to najtrudniejsze zakupy u mnie. Gdyż większość zakupionych kosmetyków nie spełnia nawet w połowie moich oczekiwań. Moje włosy to istne siano, pokręcone ,pofalowane i do tego puszące się....O wypadaniu włosów nie wspomnę ...Jeden kosmetyk działa na puszenie, inny działa na podkreślenie loków....Ale żeby jeden działał na wszystko? 


  OPIS PRODUCENTA:
 Głęboka odnowa i odżywienie. Sprężyste i błyszczące włosy. Do włosów matowych i łamliwych. Maska z kompleksem protein chroni włosy przed działaniem niekorzystnych czynników środowiska (wiatr, słońce, mróz), zapewnia ochronę włosów przed wysoką temperatura (suszarka, prostownica), zapobiega łamliwości oraz matowieniu włosów, nawilża je i odżywia, ułatwia rozczesywanie. Rezultat: włosy zadbane na całej długości.

SKŁAD: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Palmitate, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Collagen, Arginine, Lactic Acid, Amodimethicone, Trideceth-10, Dimethiconol, Cyclopentasiloxane, Parfum, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional.

MOJA OPINIA:
Maska jest o pojemności 300ml i jej cena to między 7 a 10 zł . W drogeriach dostępna jest również większa o pojemności 1000ml. Wzięłam mniejszą wersję gdyż nie wiedziałam czy się z nią polubię. 

Mamy do czynienia tym razem z kosmetykiem proteinowym który można zakwalifikować nawet do kuracji proteinowej.W składzie znajdziemy: keratynę oraz kolagen, znajdziemy również argininę,Ma również niewielki dodatek lekkich silikonów.


Konsystencje ma gęstą....baaardzo gęstą !Wręcz kremową. Zapach ma taki troszkę męski, i dosyć intensywny. Na włosach nie utrzymuje się on długo  nad czym ubolewam. Uwielbiam gdy przy każdym poruszeniu głową czuje jakieś nuty zapachowe. 


Stosuje ją na umyte włosy i trzymam od 3 do 10 min. Ze względu na jej konsystencję pilnowałam się z jej ilością , by nie mieć problemu z domyciem włosów czy też by maska nie obciążyła za mocno moich włosów. 


Włosy po maseczce nabrały piękniejszego, naturalnego skrętu który bardzo długo się utrzymuje.Dodatkowo pięknie błyszczą. Niestety włosy nie zaczęły w dotyku być miłe,gładkie. Nad czym ubolewam. Ubolewam również nad tym że powoduje że włosy się trochę puszą.Nie znoszę tego! Mi nie potrzeba puszystości gdyż moja naturalna mi wystarczy.
Potrzebuję czegoś co to ujarzmi.
No ale jak pisałam-wszystkiego mieć nie można ;)

środa, 22 listopada 2017

ŻEL POD PRYSZNIC Z NATURALNYM PEELINGIEM Z MORELI- CIEN

Hej Kochane !

Kolejny letni zapach -morela. Kojarzy mi się z zapachem lata. Ze słoneczną pogodą, ogrodem i z pyszną morelą zerwaną prosto z drzewa. Takie owoce smakują najlepiej. Z własnego ogródka -bez oprysków, bez chemii. Sama słodycz. Stąd też padł wybór na peeling o tym zapachu. Co za rozczarowanie....nie lubię pisać negatywnych recenzji ale i takie czasem trzeba napisać...



 MOJA OPINIA:
Opakowanie bardzo wygodne, nie wyślizguje się z dłoni. Za 300ml płacimy ok 5zł. Opakowanie jest przeźroczyste dzięki czemu możemy kontrolować stopień zużycia.Co mnie urzekło? Przez opakowanie peeling wydaje się bardzo mocnym zdzierakiem. o sporej ilości zdzieraków. No właśnie-wydaje się. 


Konsystencja jest dosyć płynna,taka żelowa. Trzeba uważać żeby nie spłynął z ręki .  Ilość drobinek przerażająco mała...Patrząc na niego spodziewałam się naprawdę mocnego drapania.Podczas kąpieli nie wyczułam w ogóle żadnego starcia martwego naskórka..Po tym peelingu jedynie co człowiek odczuwa to bardzo tłusty film . 


Zapach?? i tu kolejna sprzeczność ....Podczas pierwszego użycia zastanawiałam się caałą kąpiel czym mi on pachnie-bo na pewno nie jest to ani morela ani pomarańcza -czyli ekstrakty które zawiera. 
Kąpiel zakończyłam a zapachu nadal nie umiałam sprecyzować. Zapytałam "specjalistę od zapachów" i stała się jasność-gruszka! W 100% pachnie niczym innym tylko gruszką. Ta sprzeczność akurat mi nie przeszkadza bo zapach jest bardzo przyjemny,nie drażniący nosa. Nie jest chemiczny.


INFORMACJE OD PRODUCENTA:

Peeling mi  krzywdy nie zrobił. Nie wysuszył, nie podrażnił.i jedynie za to jestem mu wdzięczna.
 Znacie go?Jakie są wasze wrażenia?