piątek, 17 listopada 2017

BEAUTE MARRAKECH-GLINKA CZERWONA W PUDRZE

Gdy pierwszy raz w moje łapki trafiła glinka w pudrze podśmiewałam się pod nosem....Ja i zabawa w rozrabianie??Nieee....nie ma mowy.Już widziałam czarny scenariusz że cała łazienka jest w tym błotku łącznie z sufitem.Ale w blogosferze było tyle postów....jakie one dobre,jak super działają, że nabrałam ochoty podejść bliżej do tego "zła koniecznego"I wiecie co?? łazienka była w stanie nie naruszonym -nawet sufit nie ucierpiał ;)


 OPIS PRODUCENTA
Naturalna, czerwona glinka jest cenionym surowcem kosmetycznym, znanym od lat. Swój piękny kolor zawdzięcza obecności tlenku miedzi oraz żelaza.
Łagodnie oczyszczaodświeżaabsorbując nadmiar sebum.  Tonizuje i przywraca skórze naturalną równowagęUsuwa zaskórnikizamyka rozszerzone pory. Neutralizuje działanie wolnych rodników, zapobiegając przedwczesnemu starzeniu się skóry. Wspomaga łagodzenie objawów trądziku różowatego.Stosowana systematycznie wzmacnia naczynka krwionośne uszczelniając je i zapobiegając ich pękaniu. Poprawia krążenie krwi.Glinka czerwona delikatnie barwi skórę. Długotrwałe stosowanie powoduje efekt subtelnej opalenizny.Glinka czerwona polecana jest w szczególności do pielęgnacji cery tłustej i mieszanej, a zarazem wrażliwej i skłonnej do zmian alergicznych.
 SPOSÓB UŻYCIA
  Glinkę należy wymieszać z wodą do uzyskania gęstej konsystencji (nie używać metalowych przedmiotów) Nałożyć maseczkę na oczyszczoną skórę na 10-15 minut, następnie spłukać wodą.
MOJA OPINIA:
Glinka jest koloru ceglastej czerwieni i po rozrobieniu jej kolor nie ulega zmianie.
Zapach ma delikatny,bardzo nie wyczuwalny , co bardzo mnie cieszy gdyż nie przepadam za zapachem glinki.
Ja glinkę rozrabiam po najmniejszej linii oporu-z wodą .Jak robiłam to pierwszy raz robiłam to w malusiej miseczce i mieszałam drewnianym patyczkiem(metalowych używać nie wolno) to akurat był zły sposób gdyż byłam cała w tej glince ...Kolejnym razem już się wycwaniłam i użyłam po prostu swego palca;)
  Glinkę aplikuję na oczyszczoną i wypeelingowaną twarz.
Miałam sporo różnych glinek ale gotowców między innymi z Dermaglin-Ta zaskoczyła mnie swoją lekkością. Jest o wiele łagodniejsza od tamtych.Glinka po jakimś czasie zaczyna wysychać co u mnie powoduje uczucie ściągnięcia ale i zaczyna mnie twarz swędzieć i piec .Wtedy sięgam albo po wodę różaną albo po hydrolat i delikatnie spryskuję twarz. 


Glinkę trzymam ok 15 min. czasem wciągnę się w wannie w lekturę i zmywam ją dopiero po ok 20-ale krzywdy wtedy też mi nie robi ;)
Trochę wystraszyło mnie to o czym pisał producent-o barwieniu skóry. Po zmyciu glinki letnią wodą z lękiem spojrzałam do lustra....Na całe szczęście nie zobaczyłam nic czerwonego ;) Po zabiegu glinką przychodzi super uczucie złagodzenia, nawilżenia,ale i konkretnego oczyszczenia. Po pierwszym użyciu nie mogłam zaprzestać macania się po twarzy bo była taka milusia :D

Na którymś z blogów przeczytałam również o stosowaniu glinki do kąpieli. Sprawdziłam -działa super:) woda nabiera rudego koloru co dziwnie zadziałało na moją psychikę ale po 20 minutach skóra jest gładziutka , odżywiona , i zrelaksowana. do kąpieli użyłam ok 1/3 szklanki i w zupełności to wystarczyło.
 Przy regularnym stosowaniu(ja stosuje raz w tygodniu) faktycznie wzmacnia naczyńka krwionośne. Zauważyłam że o wiele mniej mi pękają. Po za tym zaczerwienienia na policzkach i na nosie o wiele mniej są widoczne.Problemu z trądzikiem od dłuższego czasu nie mam więc nie wiem jak sobie w tej kwestii radzi :)

Lubicie glinki? Która jest Waszą ulubioną?? 

środa, 15 listopada 2017

NACOMI-NATURAL BODY BUTTER

W ostatnim czasie było dużo recenzji o kosmetykach ze słabym składem....a dziś będzie coś kuszącego dla tych którzy lubią naturalne masła do Ciała. Pozostali również mogą się na niego skusić gdyż nawet ja polubiłam się z tym masełkiem .Tym bardziej jeżeli balsamy ze sklepowych półek,nie spełniają Twoich oczekiwań.Ciągle nakładasz kolejne warstwy,jedna po drugiej i na nic się to nie zdaje bo skóra dalej niczym papier ścierny...I jeszcze co gorsza! zaczynają Cie podrażniać albo wywoływać Alergię....







INFORMACJE OD PRODUCENTA: 
 NACOMI FENOMENALNE DLA SKÓRY MASŁO SHEA Z OLEJKIEM POMARAŃCZOWYM ORAZ OLEJEM MACADAMIA   Daj sie uwieść naturze...   Balsam jest w 100% naturalny. W składzie posiada tylko 4 składniki: - Masło Shea (Karite), - Olej macadamia, - Witaminę E oraz olejki eteryczne- pomarańczę.   Masło karite intensywnie nawilża, zapobiega utracie wody przez skórę. Dzięki niemu skóra jest miękka i odżywiona.Przyśpiesza regenerację i zapobiega starzeniu się. Posiada niezwykłe właściwości odmładzające i kojące, które wykorzystywane były już od niepamiętnych czasów.Goi rany i zmiękcza skórę, a poza tym posiada witaminy E i F. Potwierdzone naukowo zalety shea to wysoka skuteczność liftingująca, duża stabilność, szybkie wchłanianie.Przywraca elastyczność i jest dobrym składnikiem na rozstępy, cellulit i wysuszenie skóry. Masło jest naturalnym filtrem słonecznym UVA i UVB, chroni przed czynnikami atmosferycznymi oraz zanieczyszczeniami powietrza i wody.Olej macadamia przyśpiesza spalanie tłuszczu i usprawnia metabolizm. Niweluje i zapobiega powstawaniu cellulitu. Nawilża i wygładza skórę.Dodatek naturalnego olejku pomarańczy dodatkowo wspomaga antycellulitowe działanie balsamu. Już od dziś możesz zacząć pozbywać się cellulitu na zawsze!     BALSAM MASŁO SHEA JEST BARDZO WYDAJNY...   Pojemność: 100 ml   PRODUKT W 100% NATURALNY!  

SKŁAD:Butynospermum Parkii butter, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Citrus Dulcis Oil, Limonane, Linalool, Citral,Citronellol


MOJA OPINIA:
Czy skład nie jest przyjemny dla oka ??a połączony z niewielką ceną około 12 zł??
Masełko ma bardzo zbitą i twardą konsystencję ,przez co problem z wydobyciem go jest spory. Ale jak już go wydobędziemy to po skórze sunie jak tradycyjne masełko do ciała.Jego wydajność jest bardzo duża przez co należy używać go w bardzo małej ilości.Masełko jest bardzo tłuste przez co już niewielka ilość świetnie poradzi sobie z nawilżeniem ciała.Za pierwszym razem nałożyłam go sporą ilość i jego wchłanialność była bardzo ale to bardzo długa-jeszcze kolejnego dnia czułam go na ciele.Masełko pozostawia po sobie delikatny film przez co nie wszystkim może to odpowiadać , ale od razu czuć również sporą dawkę nawilżenia.
Masełko NACOMI uwielbiam stosować po depilacji nóg, gdyż koi skórę i nawilżenie utrzymuje się jeszcze kolejnego dnia. 


Tyle jeżeli chodzi o ciało. Prawdziwą ucztą dla zmysłów jest zapach!
Przypadł mi wyjątkowo do gustu. Cytrusowy,wyczuwalne nuty pomarańczy idealnie do mnie trafiają. Zapach jest mocno wyczuwalny i długo utrzymuje się na skórze. Masełko to świetnie sprawdza się o tej porze roku gdyż w porach letnich gdy żar się leje z nieba jest zbyt treściwe i ciężkie.A w te zimne wieczory warto dać się mu otulić i dbać o swoje ciało z wyjątkową siłą.


Masełko NACOMI nakładam tylko na dane partie ciała: nogi, dłonie , łokcie. Gdyż po nałożeniu na całe ciało chyba by zadusiło .Producent pisze że nadaje się również do bardzo suchej skóry twarzy-ja sobie nie wyobrażam nałożyć go na twarz, czy też na końcówki włosów. Idealnie za to może sprawdzić się w masażu. Można zrobić nawet masaż na ciepło-po podgrzaniu masełko zmienia konsystencję na klarowny olej.Jeżeli chodzi o działanie Antycelluitowe-nie wymagajmy cudów ;)

A WY znacie to masełko?A może stosowałyście inne wersje zapachowe??
      

poniedziałek, 13 listopada 2017

PIANKA DO MYCIA RĄK- CIEN-SOCZYSTE MANGO

Cofnijmy się trochę w czasie-zapomnijmy że za oknem szaro, buro i deszczowo.Wróćmy do słonecznego lata, gdzie był czas na soczyste ,piękne owoce .Z pianką pierwszy raz miałam styczność w galerii....Piękny zapach gumy balonowej super długo utrzymujący się na dłoniach . Wczoraj na zakupach w Lidlu wpadła mi w łapki pianka o zapachu mango.



W Lidlu bywam rzadko. Więc marka ta bardzo rzadko bywa u mnie w domu. Pianka ta skusiła mnie zarówno szatą graficzną-piękną kolorową,letnią.Taką obok której obojętnie przejść się nie da. I oczywiście drugim aspektem była cena. Za piankę o pojemności 300ml. płacimy nie całe 5 zł.Tak więc cena również jest przyjazna dla portfela .


Dzięki spieniającego dozownika płyn wydobywa się w formie bardzo delikatnej , niepozornej pianki. Jedno przyciśnięcie wydobywa idealną ilość wystarczającą na dokładne umycie dłoni.Początkowo czułam taki niedosyt,musiałam się przestawić na inną konsystencję. Mydełko jest dosyć rzadkie w konsystencji,ale po zetknięciu się z mokrymi dłońmi i paru ruchach pianka ta tak jakby nabiera na mocy.


Przejdźmy do tego co najbardziej istotne-do zapachu. Jest po prostu rewelacyjny,piękny, cudowny! 
Miałam sporo kosmetyków o zapachu mango-ale żaden z nich nie był tak "czysty". Nie wyczuwam w nim chemii. Jest to zapach żywy,dosyć intensywny ale nie drażniący....Myjąc dłonie nabiera się ochoty by otulić się calutkim tą pianką. Zmysły wędrują do pięknej ,słonecznej pogody i na chwile zapominamy o tym co za oknem. 


Wydajność pianki na pewno jest o wiele mniejsza od zwykłego mydła w płynie.Ale czy tylko o to ma chodzić? tym bardziej że cena jakoś bardzo nie jest krzywdząca.
Pianka nie wpływa jakoś bardzo na stan dłoni.  Nie powoduje wysuszenia, podrażnienia, uczulenia ale też nie jest nawilżająca. Swoje zadanie wypełnia-ma myć i myje:)










sobota, 11 listopada 2017

FRESH JUICE-KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC

Hej Hej!

Niestety u mnie nie mogę liczyć na piękną złotą jesień . Szaro,zimno , wietrznie...Pogoda wprost zachęcająca do długich gorących kąpieli .Gdzie możemy się wygrzać i delektować umilaczami o pięknym zapachu .Wracając z pracy człowiek tylko marzy by wskoczyć do wanny i dać odrobinę relaksu ciału jak i duszy.Co zachęciło mnie do FRESH JUICE?? i czy się sprawdził??




 INFORMACJE OD PRODUCENTA:
Oczyszcza, tonizuje i odżywia skórę. Ekstrakt pitai, smoczego owocu, daje skórze energię, siłę i blask. Olej makadamii, australijskiego orzecha, pozostawia wrażenie przyjemnej aksamitności i komfortu. Kompleks witaminowy ujędrnia, chroni świeżość i młodość. Pełen energii aromat nastraja pozytywnie, dodaje sił, otacza piękną atmosferą australijskiej przyrody.


SKŁAD:  Aqua,,Sodium Laureth Sulfate,,Cocamidopropyl Betaine,,Sodium Chloride,Styrene/Acrylates Copolymer,Coco-Glucoside,Disodium LaurethSulfosuccinate,Cocamide DEA,Parfum,Sodium Cocoyl Glutamate,PEG-7 Glyceryl Cocoate,Citric Acid,Polyquaternium-67,Disodium EDTA,Holocereus Undatus Fruit Extract,Macadamia Integrifolia Seed Oil,Propylene Glycol,PEG-40 Hydrogenated Castor Oil,Alcohol,Hamamelis Virginiana Distillate,Panthenol,Arnica Montana Flower Water,Niacinamide,Thiamine HCl,Tocopheryl Acetate,retinyl palmitate,Retinyl Acetate,Biotin,LacticAcid,Sodium Benzoate,Arachis Hypogaea Oil,Helianthus Annuus Seed Oil,Pantolac Tone,Tocopherol,Benzylalcohol,Methylchloroisothiazolinone,Limonene,Hexyl Cinnamal,Citronellol,CI 14720

MOJA OPINIA:
Do żelu zachęciła mnie cena-obecnie na promocji za 7 zł. Przyjemna dla oka grafika , i butelka o pojemności 500ml. Pomimo dużej pojemności buteleczka jest zgrabna i funkcjonalna , a zamknięcie na "klik" bardzo ułatwią sprawę.

Konsystencja żelu powinna być kremowa, ale do takiej jej trochę brakuje, konsystencja zwyczajna jak większości żeli . Nie jest jakoś bardzo rzadka -przez palce się nie przelewa. ALe jednak kremowość też się w nim znajdzie ... Mianowicie ten o to skromny żel pieni się niesamowicie.Tworzy gęstą kremową piankę-porównałabym ją do pianki go golenia. Jest jej naprawdę dużo-co dla mnie jest bardzo ważne.

Jeżeli chodzi o właściwości. To w bajki o tym co może uczynić żel nie wierze nadal. Żel ma myć ! a Nawilżenie ,Ujędrnienie ,i ochrone młodości wymagać od żelu??No prosze.....
Pomimo że żel już na drugim miejscu ma SLS- nie podrażnił,nie wysuszył ani nie powodował ściągnięcia skóry .

A teraz to co dla mnie najważniejsze- ZAPACH. Jest hmmmm taki nijaki -Niby jest ładny owocowy z nutami słodkości . Nie jest to zapach nachalny. delikatnie muska nasze zmysły. Można się przy nim zrelaksować. Ale nie rózni się on niczym od żeli typu Isana. Zapach nie utrzymuje się na skórze, co akurat mi nie przeszkadza gdyż po kąpieli nakładam balsam-i to jego zadaniem jest utrzymanie się na skórze .

Przygoda z tym żelem jest przyjemna , ale nie zrobił on u mnie efektu "woow" 
Oczywiście zdjęcia z modelką muszą być :D
Jakie żele u Was zajmują miejsce pierwsze??
 

czwartek, 9 listopada 2017

Coś na Poprawe Nastroju ? Recenzja kontra koty!-ESSENCE CAMOUFLAGE 2w1 MAKE-UP&CONCEALER

Nadeszła wena. Szybko szukam pomysłu na zdjęcia.....i od tego momentu zaczyna się pod gorke! Zapomniałam o moich ogoniastych ktore baaardzo chciały mi w tym pomóc.Konsekwencje takie że az jedno zdjęcie jest beż tych cudnych pomocników. Myślę, układam - jest pięknie-szyyybko aparat....I w tym momencie zjawiają się ogony ze swoją wizją która caaałkowicie różni się od mojej.Ten kasztan tu nie pasuje! on w ogole jest jakis dziwny! ja sobie go wezme do zabawy. Drugi kociak chciał zostać modelem i musiał sie położyć  i modelować . też zmieniając moje wizje....a co to takiego w tej tubce?? a do czego to???a mogę to łapką trącić?? I blogowanie wchodzi w inny wymiar :D Czy mi to przeszkadza??Nie!-wręcz cieszy :D A reszte zobaczycie sami na zdjęciach . 



Nadszedł czas na recenzje prawidłową ! ESSENCE CAMOUFLAGE 2W1 MAKE-UP & CONCEALER

CO MÓWI PRODUCENT?
Produkt 2w1 łączy w sobie to co najlepsze w podkładzie i korektorze: ukrywa wszystkie niedoskonałości i nadaje cerze matowe, doskonałe wykończenie makijażu. trwały i mocno napigmentowany produkt o kremowej formule pozwala na łatwą aplikację, nie pozostawiając efektu maski. mocno kryje.
Dostępny w odcieniach:
- ivory beige
-nude beige
-honey beige

MOJA OPINIA:
Za pierwszym razem nie ukrywam skusiła mnie cena i opis. Cena 15-16 zł za podkład to jak dla mnie cena minimalna. Mocne krycie kojarzy mi się z gwiazdami z telewizji gdzie nie widać ani jednego przebarwienia , blizny itd. Co 2 podkład nam to obiecuje A jak jest z tym?

Podkład zamknięty w tubce o pojemności 30ml. Fajnie się go aplikuje gdyż dziurka jest odpowiedniej wielkości i nie ma strachu że wydobędziemy go za dużo.  



Ja mam odcień nr 30-Honey beigle.Na dłoni podkład wydaje się jasny, lecz po chwili od nałożenia na twarz odrobinę ciemnieje.Jest to troszkę cięższy podkład.I mam wrażenie że mniej nawilża od innych. Nakładam go gąbeczką -jak zaleca nam producent. Efekt daje rewelacyjny. Bardzo dobrze poradził sobie z moimi bliznami, przebarwieniami.Efekt daje taki jak obiecuje producent-matowy.



Jego trwałość też przemawia na tak. Po całym dniu pracy owszem zmywa się delikatnie w okolicach nosa, ale jestem alergikiem i z chusteczkami się nie rozstaje. Okolice brody i czoła delikatnie zaczynają się świecić . Najlepiej nadaje się do cery mieszanej, siostra ma cerę tłustą i u niej niestety ale egzaminu nie zdał.. 


Jest to jeden z lepszych podkładów jakie stosowałam za niewielka cenę. Super kryje, radzi sobie dobrze z cieniami pod oczami więc faktycznie spełnia również rolę korektora . Nie robi efektu maski,i przede wszystkim jego odcień jest naturalny.WSZYSTKO PRZEMAWIA NA TAK :)

A jaki podkład jest Waszym nr 1?

środa, 8 listopada 2017

Melisa w życiu i domowej kosmetyce

Nadeszła jesień więc i czasu coraz więcej. Podczas prac ogródkowych nabrała mnie ochota by napisać o czymś co towarzyszy mi na co dzień. Uwielbiam ją w każdej z możliwych form i nigdy jej zabraknąć nie może.W ogródku to właśnie ona zajmuje połowe zielnika. A co??? oczywiście Melisa ! w ostatnich latach lubuje się w ziołach....melisa, mieta, szałwia...... Ale dziś to co jest na pierwszym miejscu.....pozyskiwany z liści melisy olejek  należy do najcenniejszych olejków w aromaterapii.Melisa stanowi źródło wielu substancji czynnych takich jak kwas rozmarynowy, kwas kawowy i chlorogenowy. Jej liście bogate są w między innymi sole mineralne.

 


Melisa ma wiele właściwości ale te najważniejsze dla mnie to :
-uspakaja, wycisza, relaksuje .
-ułatwia zasypianie
-przyspiesza gojenie drobnych ran
-redukuje trądzik
-zwęża pory
-działa tonizująco
-zapobiega swędzeniu skóry głowy
-zmniejsza przetłuszczanie się włosów.
To tylko część jej właściwości. Ale te dla mnie są tymi najważniejszymi Pomagającymi w codziennym życiu. Melisa towarzyszy mi w domowej kosmetyce ale i też uwielbiam ją pić. Bardzo przyjemny smak cytrynowy. delikatny, relaksujący.

wracając do domowej kosmetyki .Jak ją można wykorzystać? jest wiele sposobów:

Płukanka na włosy:
wykonanie jej jest bardzo proste. Zaparzamy herbatę (ja najczęściej robię intensywniejszą niż do picia) Czekamy aż ostygnie i nakładamy na mokre umyte włosy. I w zależnosci od tego ile mamy czasu: albo zostawiamy ją na włosach na troszkę dłużej albo spłukujemy prawie od razu. Jakie plusy ma taka płukanka? zapobiega nadmiernemu i szybkiemu przetłuszczaniu się włosów, dodatkowo delikatnie nawilża skóre głowy oraz zapobiega pojawieniu się łupieżu.

Problem z opryszczką??Pani Meliska coś zaradzi ;)
Wiadomo że opryszczka jak się raz pojawi to nawraca się co jakiś czas. Gdy tylko widzimy pierwsze oznaki to szybciutko robimy naprawdę mocny napar z melisy i wacikiem nakładamy na usta.

Kąpiel uspakajająca? wspomagająca zaśniecie? To tylko z melisa!
Najlepsza jest do tego świeża melisa. Ale również ta kupna , suszona się nadaje.Najczęściej robię intensywny napar i wlewam ze wszystkim do wanny. 10-20 min i gwarantuje lepsze, kolorowsze sny.Po takiej kąpieli to tylko wskoczyć w kapcie szlafrok a potem szybko pod kołderkę ;)

Tonik z Melisy:
i znów przygotowujemy mocniejszy napar i stosujemy jako tonik-nic prostszego. Taki tonik zaleca się osobą z przetłuszczającą sie skórą twarzy.Melisa i dobrze tonizuje ale również poprawia wygląd cery Dobrze jest zrobić taką ilość naparu by do tygodnia max wykorzystać. Oczywiście trzymamy napar w lodówce.

Ja melise w sezonie mam świeżą z ogrodu tego co nie uda mi się wykorzystać -susze. tak by każdą porą roku móc się nią cieszyć .Osoby które ogrodu nie mają zawsze mogą pomaszerować do sklepu i kupić albo w torebkach albo suszoną . 
A czy u Was melisa również ma swoje miejsce w domu? kosmetyce?Może macie jeszcze inne sposoby na jej wykorzystanie?



 

czwartek, 20 kwietnia 2017

W drodze po Marzenia!!!

Hej hej hej! 

nie było mnie tu znów maseeee czasu . Ale moje życie nabrało takiego obrotu i takiego tempa że siegając głębiej pamięci aż sama jestem w szoku ile się pozmieniało .Ale w tym najpiękniejsze jest to że sięgnełam w strone marzeń . Bo od czego są marzenia jak nie od spełniania ich?


Od czego zacząć? co było jako pierwsze?hmmm....Zrobienie porządku w liście "znajomych,i przyjaciół" W końcu nadszedł czas że człowiek nie bał się powiedzieć co myśli, nie bał się wypiąć tyłka na tych co za tym tyłkiem lubili obgadywać, na tych co uwielbiali podcinać skrzydła. Czasem bronimy takiej osoby na wszelkie sposoby, pomimo że wszyscy mówią ze kopie pode mną dołki-nie wierzyłam. Ale nadszedł czas by spojrzeć prawdzie prosto w oczy. otworzyć oczy na to na co miało się je zamknięte. Ze ta prawda była bolesna-nie zaprzeczę. ale po co nam przyjaciele dla których jesteśmy niczym papieros ? że gdy przestaje być potrzebny to walną nim o ziemie i jeszcze zdeptają?? czas dorosnąć i powiedzieć DOŚĆ!

Co było kolejne ? Zmiana pracy! I tu powiedziałam sobie dość wykorzystywania .....a było tam nie małe. I życie staneło na głowie całkowicie :D człowiek wraca tak padnięty że zapomina jak się nazywa....szybkie piwko o północy i do spania.Ale tu przynajmniej warunki są normalne i wiem za co pracuje :)

A kolejne marzenie jakie spełniłam? które jeszcze nie jest w pełni spełnione ale jest w trakcie realizacji....Od zawsze marzyła mi się domowa mała hodowla kotów MAINE COON. wydawało by sie że to żaden problem;jedziemy do hodowli bierzemy kociaka i po sprawie....Ale i tu apeluje do Was -nie bierzcie kotów z podejrzanych hodowli , poczytajcie o rodowodach , bo bardzo łatwo jest teraz naciąć się na pseudo hodowle. i NIGDY ale to NIGDY nie kupujcie kociaków,psów ani nic bez rodowodu! to jest przestępstwem. I mkoże jest taniej o 500-1000 zł ale najczęściej w takich miejscach zwierzaki są traktowane tylko jak maszynka do zarabiania pieniędzy.


 Ja bardzo długo szukałam moich kociaków i odpowiednich hodowli , a przede wszystkim PRAWDZIWYCH RODOWODÓW .Nacielismy sie na sporą ilosc hodowli gdzie był rodowód ale tyle warty co nic ;) nie uznawany nigdzie. Ale to przez prawo zabraniające rozmnażania zwierząt bez rodowodu.Otwarły się organizacje które nawet zwykłemu kundelkowi wynajdą jakiś rodowód-i znow znalezli haczyk jak można zarobić. I w końcu udało sie znaleźć moje wymarzone kociaki. Ich usposobienie -takie jak chciałam. ALe to jeszcze dłuuuga droga. Bo czekają nas wystawy by osiągnąć tytuły i by dostały zgode na bycie kotem hodowlanym. I oczywiście mamy czas by wszystko przygotować . Doszkolić się .A przede wszystkim zdecydować czy aby na pewno jesteśmy gotowi na tak duży i poważny krok jak hodowla.

kolejnym krokiem było wynajęcie mieszkania. Tyle mieszkań co oglądaliśmy to głowa mała. I w końcu zdecydowaliśmy sie na jedno-czy tu pozostaniemy ? się okaże bo to nie pełnia mych marzeń i podczas mieszkania wyszło parę minusów tu które bardzo się mi nie podobają. Ale jak sobie pomyśle że miałabym od nowa to pakować,i rozkładać.....oooo ZGROZOOOO!!!!
Teraz jeszcze została zmiana auta.....i od szukania tego co MI się spodoba-to nie takie proste :D zarys jak powinno wyglądać mam ale w każdym czegoś brak :D

Potem jeszcze doszły problemy zdrowotne, wykryte guzki , biopsja , i nerwy co wykaże .... na szczęscie większość jest nie groźna......jeden jest tylko konieczny do monitorowania częstego.....no i leki do końca życia. dużo Nas to zdrowia kosztowało. I nadal kosztuje bo boimy sie że guzek się uaktywni.

To tylko część rzeczy jakie się działy ale cięzko to wszystko opisać .....Dzis własciwie dopiero znalazłam taki czas że wszystko ALE NAPRAWDE WSZYSTKO mam ogarnięte . i na spokojnie siadłam z kawka.
Czy będę się tu pojawiać ?nie wiemm na ile czas pozwoli ....bo dom,koty, praca pochłania 99% mego czasu . Na jakiej zasadzie będzie blog? na pewno luźnym, recenzje i wszystko o czym będę miała ochote pisać . Jak często? nie wiem :) na ile czas pozwoli :)
A teraz wrzucę pare zdjęć :D


 AAAA i nasuneło mi się coś tez istotnego. Zdjęcie na którym karmie z butelki kociego oseska. Jeszcze w miedzy tym wszystkim wpadła mi opieka nad 5 kocimi oseskami których matka zginęła pod kołami samochodu :( ojjjj to była cięzka praca-karmienie co dwie godziny dzien i noc, masaże . Niestety-tylko jednego udało sie odratować :( reszta była zbyt slaba :( ale jeden przezył i znalazłam mu dom :)

A teraz kochane miłego dnia !czas spadać do pracy-o zgrozo ;)
nie wiem czy któraś to przeczyta-ale co tam :D